Nad nagłówkiem
Pod menu
Prawa ramka
Lewa ramka
ART góra
Recenzja Taco Hemingway - Café Belga (Recenzja)

Taco Hemingway - Café Belga (Recenzja)

Marcin Nowak Marcin Nowak, 15:29:54, 13 lipiec '18r.

Inspirująca kawiarenka.

Café Belga to znana studencka kafejka znajdująca się w Brukseli. "Café Belga" to dziewiąty album od Taco Hemingwaya, który znienacka spadł na streaming i empiki. To, że mogliśmy się spodziewać w tym roku czegoś jeszcze solowego od Filipa, wiemy od czasu premiery "Somy", gdy to w załączonym zinie raper jasno oznajmił, że coś się szykuje. Pierwszą rzeczą, którą warto się dowiedzieć, to oczywiście kto jest odpowiedzialny za produkcję. Udało się - Rumak i Borucci, jesteśmy zabezpieczeni w dobre bity. Pytanie, które warto sobie postawić, to czy stary Fifi powróci?


Realtalk okrojony w świetną formę.

Po "ślicznej Somie" dostajemy wyważony projekt w szorstkość oraz spokój. Ogromna ilość nawiązań do poprzednich albumów jest prawdziwą gratką dla fanów Taco Hemingwaya. Raper ma głowę do tworzenia z pomysłem. Na szczególną uwagę zasługują takie utwory jak "2031", "ZTM", ten tytułowy oraz "4 AM in Girona", który już z tytułu nawiązuje do "5 AM in Toronto" Drake'a (i nie tylko). Ciekawy pomysł, aby zabłysnąć znajomością i obyciem z językiem angielskim. Przypominamy, że od wczesnego dzieciństwa raper posługiwał się dwujęzycznie - z matką i siostrą rozmawiał po angielsku, a z ojcem po polsku. Wracając do całości, to ciężko jest przytoczyć ciekawe linijki, gdyż znajdziemy ich wiele, a praktycznie co dwuwers. Wątpliwości budzi "Abonent jest czasowo niedostępny", który jest numerem praktycznie o niczym (jak na poziom reszty kawałków to mocno odstaje), ale można go potraktować jako przerywnik i złapanie oddechu w trakcie odsłuchu materiału. Przyzwoicie wyakcentowane podwójne rymy Filipa potrafią zaskakiwać, co powoli staje się rzadkością wśród pozostałych artystów ze sceny rapowej. Mamy do czynienia z technicznym rapem opartym na realtalku, co wielu słuchaczy bardzo sobie ceni w obecnych czasach.


Rumak i Borucci.

Tych panów nie widziałem, ani nie słyszałem, ani kompletnie nic. Ale za te produkcje należą im się ogromne gratulacje z brawami na stojąco. Idealnie wprowadzają w spokojny klimat "Cafe Belga", ale ani na minute nie zanudzają i nie wprowadzają nas w ten stan, kiedy już muzyka sobie po prostu leci, a my ją tylko słyszymy, ale nie słuchamy. Sam koncept tych wstawek i smaczków zasługuje również na pochwałę, gdyż jeszcze bardziej przyciągają uwagę do następnego kawałka z materiału. Dzięki temu nasza ciekawość treści płyty pozostaje na wysokim poziomie. Nowoszkolne podejście z dodatkiem własnych pomysłów na brzmienie to zdecydowana większość roboty przy tym projekcie. Panowie w pełni spełnili swoje zadanie, dopieszczając nawet najmniejsze szczegóły.


"Fifi to nie celebryta"

Dobrze jest obserwować progres Fifiego. Nawijka zrodzona z minimalistycznego, leniwego flow, które pokazał na swoich pierwszych projektach ("Trójkąt Warszawski", "Umowa o dzieło") oraz skromny, nienachalny sposób bycia sprawiły, że Taco stał się gwiazdą rapu (jedynie w kontekście liczb!) większą od krzykaczy i prowokatorów. Pierwotny fanbase składający się głównie ze studentów przerodził się w x-dziesiąt tysięcy ludzi pod sceną na Openerze. Praktycznie nikt (a na pewno sam Filip) by się nie spodziewał, że to zabrnie tak daleko. Jest jednak pewna kwestia, która budzi wątpliwości wobec artysty, a mianowicie - cena płyty. 49,99zł za 11 kawałków, gdzie niektórzy za standardowe 39,99zł serwują nawet do 25 kawałków, to spora kwota przy takim porównaniu ("Polon" Białasa z wersji preorderowej może być świetnym przykładem opozycyjnym). Aczkolwiek warto zwrócić uwagę, że nie tylko Taco zrobił tutaj robotę. Produkcje Rumaka i Borucciego, miks i master Smolenia, nagrania w studio i cały zamysł na płytę, włącznie ze smaczkami w postaci przeróżnych wstawek, to świetny pokaz jak powinien wyglądać projekt bez skipowania ani minuty na albumie. Idealnie dopieszczone brzmienie wymagało wiele poświęcenia pracy oraz czasu, więc kwestia ceny może zejść na dalszy plan ze względu na jakość tych 11 utworów.


Podsumowując, czeka nas jeszcze jeden projekt solowy od Taco Hemingwaya w tym roku. Przypominamy, że sam to zapowiedział w zinie dołączanym do preorderu "Somy" duetu Taconafide. Ten album spełnił wiele oczekiwań. Wrócił stary Fifi z nowymi patentami na nawijkę oraz lirykę. Po nazbyt cukierkowym projekcie z Quebonafide jest to świetna pozycja na TOP10 tego roku. Ostatnie zdanie tej recenzji to ponowny ukłon w stronę producentów. Borucci i Rumak - świetna robota.


ART dół
Przeczytaj więcej artykułów
Stopka