Recenzja Kali - "Krime Story" (Recenzja)

Kali - "Krime Story" (Recenzja)

Remulus  Duma Remulus Duma, 23:16:06, 22 maj '16r.



„Krime Story" to piąty studyjny album krakowskiego rapera Kaliego, którego premiera miała miejsce 22 kwietnia 2016 roku. Wraz z krążkiem premierę miała pierwsza próba literacka rapera, która zaowocowała powieścią zatytułowaną tak samo, jako płyta. „Krime story” to album koncepcyjny, wszystkie utwory z płyty (których jest 17) dotyczą tematu zbrodni i życia ulicy. Sam tytuł krążka przywodzi na myśl zbrodnię, bądź w dosłownym tłumaczeniu historię kryminalną (w tytule płyty mamy styczność ze spolszczeniem, gdyż w języku angielskim zbrodnia powinna być pisana przez „c”, czyli „crime story”, jednak zamysł autora jest oczywisty).

Chociaż temat zbrodni i ulicy w rapie wydaje się być wyświechtany, to album Kaliego jest w pewien sposób innowacyjny. Rapera należy podziwiać za niesamowitą zdolność do zabawy słowami i za ich pośrednictwem oddawania atmosfery. Zamknijcie oczy, włączcie muzykę. Na pierwszy rzut polecam „Krime story prolog”, „Mów mu Krime”, czy „Licho nie śpi”. Ja w tym momencie czuję ciarki. Przed oczami mam ciemne zaułki dużego miasta, zamglone drogi i grupy ludzi na widok, których większość osób postronnych z pewnością przeszłaby na drugą stronę ulicy. Tylko dlaczego w utworach krakowskiego rapera brzmi to tak cholernie pociągająco? Kali w swoich utworach mówi o rzeczach budzących grozę, powodujących dreszcz przerażenia. Słuchając „Krime Strory” odczuwam tylko dreszcz podniecenia w wyczekiwaniu na kolejne wersy. Album powoduje prawdziwą muzyczną ekstazę. Ciemna strona miasta wydaje się być wręcz baśniowa, niczym średniowieczne eposy rycerskie. Słuchając poszczególnych utworów ma się ochotę albo gwałcić replay w nieskończoność, albo słuchać kolejnych kawałków, w nadziei, że nigdy się nie skończą. Ma się ochotę stać częścią opisywanego półświatka, gdyż wydaje się on o wiele bardziej emocjonująca od naszej codzienności.

Chociaż Kali opowiada o zbrodni, o ciemnych interesach, o niedobrych dziewczynach, z jego kawałków płynie dobre przesłanie. Nie zachęca do życia na granicy prawa, albo nawet poza nim. Opowiada historie ludzi, którzy tak żyją. Słuchając kawałka „Lolita” czy „Latawica”, każda kobieta zastanowi się nad tym, jak jest odbierana przez płeć przeciwną i nie będzie chciała powielać schematów znajdujących się w tekstach. W „Krime Story Prolog”, czy „Mów mu Krime” droga przestępstwa wcale nie jest utożsamiana ze złem. Jest utożsamiana z trudnymi wyborami, ciężkim życiem i honorową walką o zwycięstwo. „Licho” czy „Na dzielni” mówi o trudach życia. Ogólnie wszystkie kawałki odnoszą się do „getta”, czyli w rozumieniu rapera niebezpiecznych dzielnic, przez niektórych może nawet utożsamianych ze slumsami. Choć bardzo mało jest informacji dot. dzieciństwa i wczesnej młodości Kaliego, można się domyślać, że takie miejsca właśnie były i są jego rzeczywistością. Może dzięki temu tak doskonale jest w stanie oddać ich charakter i wzbudzać atmosferę niesamowitości wokół tego, co przez wielu uważane jest za godną potępienia patologię (bardzo często niesłusznie, przez niepotrzebne uprzedzenia, czy stereotypy).

Było już o treści, teraz pora napisać kilka słów o formie. Kali, bardzo dobry technicznie, nieustannie doskonali swoje umiejętności. Ten album jest na to najlepszym dowodem. Chociaż nigdy nie mogłam mu nic zarzucić, teraz dosłownie spijam każdy wers z głośników. Flow rapera jest bardzo zmienne. Potrafi zarówno klasycznie rapować, śpiewnie recytować, jak i szeptać w rytm muzyki. Refreny, trochę mniej innowacyjne niż na krążkach modnego ostatnio Gangu Albanii, czy w najnowszych utworach Soboty, również są melodyjne, wpadające w ucho. Chóralne motywy w niektórych tylko podsycają przechodzące mnie za każdym razem ciarki. Album nie jest przełomem, jakim wydawały się być wspomniane wcześniej krążki raperów-prekursorów, jednak jest na swój sposób doskonały. Uliczny rap w nieco łagodniejszym wydaniu, z bogatszym przekazem oraz większą ilością zabiegów muzycznych. Czuję się jednak zmuszona ostrzec wszystkich czytelników – słuchanie „Krime Strory” może powodować chodzenie zarówno po mieszkaniu, jak i w miejscach publicznych, wyśpiewując „Mów mu Krime” lub „Trujący tlen, getta toksyczny tlen, zabija powoli, jak gra cichym assasinem” itp., co z kolei może być przyczyną wielu dziwnych spojrzeń, bądź dziwnego odbioru osoby podśpiewującego, przez otoczenie) Poważnie, od niektórych wersów bardzo ciężko się uwolnić, co albumowi należy zapisać zdecydowanie na plus.

Mogłabym jeszcze bardzo dużo napisać o klimacie, o tekstach, o genialnym flow Kaliego, o doskonałych bitach, o przekazie, jednak każdy powinien album przesłuchać sam i sam poczuć te niesamowite dreszcze, przenieść się do opisywanego świata, gdyż dopiero wtedy zrozumie, jak świetną produkcją jest album. Czy takim samym fenomenem jest książka? O tym w następnej części recenzji.



Autor: Joanna Świba

Nikt jeszcze nie skomentował tego produktu.

Napisz komentarz

Login:
Email:
Wiadomość:

Przeczytaj więcej artykułów