Felieton Ktokolwiek widział,ktokolwiek wie (Felieton)

Ktokolwiek widział,ktokolwiek wie (Felieton)

Remulus  Duma Remulus Duma, 21:19:18, 31 sierpień '16r.



Polska scena hip-hopowa co roku powiększa się o kilkunastu raperów. Niektórzy z nich już zostają w ścisłej czołówce, z kolei inni wybiją się jednym kawałkiem i ślad po nich ginie. Na każdym osiedlu znajduje się co najmniej kilku domorosłych twórców, aspirujących do tytułu raperów. Kilka lat temu powstał program (pomysłodawcą i wykonawcą była wytwórnia Hemp Rec.), który miał na celu odkrywanie młodych talentów i pomoc w wypromowaniu. Niestety, jak pokazał czas stać się popularnym jest prosto, jednak utrzymać status – bardzo ciężko (przykładem może być chociaż zjarany Arab, który swoimi przyćpanymi wersami porwał tłumy, jednak wraz z czasem stracił popularność. W ścisłej czołówce polskiej sceny hip-hopowej znajdują się na ogół raperzy z dorobkiem – ich kariery rozpoczynały się już w latach 90 ubiegłego wieku, czyli w złotym okresie polskiego rapu. Wymieniając Sobotę, Tedego, Fokusa, Eldo czy Sokoła można liczyć na cień zrozumienia nawet u osób, którym z taką muzyką nie jest po drodze. Ostatnio jednak odnotowaliśmy kilka „zniknięć” wśród topowych raperów. Czyżby po kilkunastu latach opuściła ich zajawka? A może czekają w ukryciu, aby wypuścić gruby projekt? Tylko czas może to zweryfikować.

Pierwszym z raperów, których nieobecność na rodzimej scenie hiphopowej jest dość odczuwalna, jest Eldo. Warszawski raper wypuścił w 2014 roku album „Chi” i od tego czasu ślad po nim zaginął. Obecny na scenie od roku 1997, kiedy to wraz z Jotuze utworzył skład Grammatik wypuścił 7 krążków solowych oraz 6 grupowych. Płyty oblewały się zarówno złotem, jak i platyną. Wiele z kawałków zajmowało czołowe miejsca w rozmaitych zestawieniach. „Granice” czy „Nie pytaj o Nią” można zaklasyfikować jako utwory topowe, które łączą pokolenia. Kawałki nastrojowe, głębokie, ale jednocześnie opisujące rzeczywistość dosadnie, z pazurem doskonale wstrzelały się w gusta odbiorców. Bijący ostatnio rekordy popularności piłkarz – Kuba Błaszczykowski – wyznał, że jest fanem warszawskiego rapera i niejednokrotnie przed meczem przygotowuje się słuchając utworów Eldoki. Jest to najlepszym dowodem, że twórczość warszawiaka może porywać i odcisnęła silne piętno na naszej rzeczywistości. Dlaczego więc zniknął? Czyżby słuchając najnowszych utworów (wariacje hip-hopowe w wydaniu Popka, czy Soboty) stwierdził, że nie ma już miejsca dla jego nastrojowego, klasycznego podejścia? Mamy nadzieję, że nie i że raper wkrótce wznowi działalność.

Kolejny zaginiony to Tomasz Chada. Być może nie powinno to nikogo dziwić, skoro przebywa aktualnie w zakładzie karnym (od lutego 2015), jednak jak wielu raperów dowiodło – nie jest to żadną przeszkodą. Przykładem może być chociażby Kali, który podczas odsiadki w 2003 roku zrealizował wraz ze składem „Firma” teledysk do utworu „Brat”. Sam Chada, po ponownym aresztowaniu w 2015 roku (życie Tomka, to pasmo aresztowań i ucieczek), publikował za pośrednictwem wytwórni felietony opisujące otaczające go realia, oraz przemyślenia nawróconego przestępcy. Niestety, po pewnym czasie teksty przestały się ukazywać, a o samym Chadzie słuch zaginął. Oczywiście istnieje szansa, że po wyjściu z ośrodka karnego (szacuje się, że może to nastąpić jeszcze w tym roku) uraczy nas kolejnym albumem, jednak na razie brak jakichkolwiek danych na ten temat. Trochę szkoda, kultura hip-hopu od zawsze wiązała się z więzieniami, więc kawałki zza krat mogły by być swoistym powrotem do korzeni.

Swojego czasu wraz z Onarem działał w kultowym składzie Płomień 81. „Co jest” nucili chyba wszyscy miłośnicy rapu. Do dziś kawałek ten można usłyszeć i wywołuje on mimowolny uśmiech, gdyż wiąże się z nim wiele wspomnieć. Tak, mowa o Pezecie. Początki jego kariery sięgają końca lat 90’. Jego rap cechowały głębokie przemyślenia, ciekawe pomysły, trochę ulicznego pazura i bardzo rytmiczne wykonanie (przykładami kultowych kawałków są „Jestem przeciw” czy „Gdyby miało nie być juta”). Z czasem postawił na utworzy bardziej sentymentalne. Utwór „Spadam” otwarł mu wiele kobiecych serc. Po 2010 roku stał się czymś na wzór bożyszcza nastolatek. Nie jestem pewna, czy właśnie o to mu chodziło, może więc to było przyczyną pauzy? Na scenie pojawia się od 2013 roku dość sporadycznie, chociaż w ostatnich dniach pojawiła się zapowiedź powrotu. Miejmy nadzieję, że faktycznie wróci, ale do rapu z początku kariery, bo nastolatki oddały już serca Dawidowi Kwiatkowskiemu.

Od dawna na scenie nie pojawiał się również katowicki raper, który przyczynił się do ogromnego postępu w polskiej kulturze hip-hopu. Fokus zaczynał działalność wraz z Rahimem i Magikiem w składzie Paktofonika. Po śmierci Magika raperzy zaczęli wydawać jako Pokahontaz. Obaj przez lata angażowali się zarówno w działalność solową, jak i we wspólne projekty. Działalność Rahima jest bardzo stabilna. Tworzy na własny rachunek, promuje młode talenty, a także coraz częściej stawia na wspólne projekty z Buką. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o Wojciechu Alszerze. Znany z niskiego głosu i perfekcyjnego flow (wiele osób zastanawia się, czy raper podczas nawijania oddycha) ostatni solowy album wypuścił w 2011 roku. Od tego czasu ukazały się jeszcze 2 albumy Pokahontaz (ostatni w 2014 roku) i od tego czasu słuch o nim zaginął. Być może Fokus, znany z cynicznego podejścia do życia stwierdził, że ma już dość rozentuzjazmowanych fanów, starających wykraść choć chwilę jego życia dla siebie? Na szczęście w ostatnich dniach pojawiła się zapowiedź nowego albumu Pokahontaz; miejmy nadzieję, że jest to również zapowiedź Fokusa, gdyż jego brak jest solidnym ciosem dla polskiego rapu.

W naszym zestawieniu nie mogło też zabraknąć miejsca Stasiaka. Warszawski raper zadebiutował w roku 2000, na albumie składu Płomień 81. Jego zwrotka w kawałku „To są nasze dni” otwarła mu drogę do czołówki polskiej sceny hip-hopowej. W 2001 roku założył formację 2cztery7, z którą stworzył 3 albumy. W roku 2010 wydał pierwszy i jak na razie jedyny album solowy zatytułowany „Pół żartem, pół serio”. W następnych latach jego jedyną aktywnością były gościnne występy m.in. na krążku Ten Typ Mesa (2013) czy pomoc w adaptacji tekstów do kompilacji hip-hopowych utworów w aranżacji jazzowej „Albo inaczej” (2015). Raper znany z dowcipnych tekstów, zdystansowania do rapu oraz ciekawego flow dosłownie zaginął w akcji. Od kilku lat nie nagrał solowej płyty, ani nawet pojedynczego utworu, nie zapowiedział też prac nad żadnym nowym projektem. Być może postanowił się poświęcić pracy, jako producent wykonawczy? Miejmy jednak nadzieję, że zaliczy wielki powrót i jeszcze usłyszymy go na majku.

Ostatnim (albo raczej ostatnią), z wielkich zaginionych, na którego chciałabym zwrócić uwagę jest Wdowa. Raperka karierę zaczęła już po roku 2000, jednak szybko dotarła na tzw. szczyt. Jej zadziorny styl bycia zachęcał zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Teksty o zabarwieniu feministycznym, jednak w zdrowym wydaniu (akcentowanie kobiecej niezależności), w których można było wyczuć pazur raperki. Nawijała z klasą, dissowała z klasą. Utwory w stylu „Mamacita”, „Dostaniesz w pysk” czy „Wierna suka” do dziś są obowiązkowe na playliście każdej słuchaczki rapu. Niestety, po pewnym czasie dało się zauważyć u raperki pewnego rodzaju wypalenie. Ostatnie EP, wydane w 2013 roku, zatytułowane „Listopad EP” nie odniosło wielkiego sukcesu. Raperka niespełna rok później odeszła z wytwórni Alkopoligamia, tłumacząc swą decyzję złą atmosferą w labelu. Niestety od tego momentu słuch o niej zaginął. Jej miejsce w świecie kobiecego rapu zajęły Ad.M.a, czy Ryfa Ri. Miejmy nadzieję, że Wdowa jeszcze namiesza na polskiej scenie i pokaże, że kobiety z klasą, zawsze wracają na swoje miejsce, czyli szczyt.

Raperów, którzy przez lata utrzymywali się na scenie, a ostatnimi czasy zniknęli jest oczywiście znacznie więcej, jednak poprzestanę na tych kilku, których nieobecność jest najbardziej odczuwalna. W przeciwnym razie zamiast artykułu musiałabym napisać książkę. Może lepiej, że niektórzy zrobili sobie przerwę, zamiast stworzyć coś beznadziejnego? Może pauza jest lekarstwem na wypalenie, które może przecież dosięgnąć każdego. Nie każdy artysta jest tak płodny, jak Tede, DGE czy Bosski Roman. Dzięki temu tworzy się też miejsce dla młodych talentów. Miejmy jednak nadzieję, że chociaż niektórzy z wymienionych wrócą i pokażą nam jeszcze, co to znaczy dobry rap.

Autor: Joanna Świba

Nikt jeszcze nie skomentował tego produktu.

Napisz komentarz

Login:
Email:
Wiadomość:

Przeczytaj więcej artykułów