Recenzja Tau - ON (Recenzja)

Tau - ON (Recenzja)

Marcin Nowak Marcin Nowak, 10:01:09, 21 czerwiec '17r.

Promowanie dobrych wartości na obecnej, polskiej scenie rapowej ma znikomą szansę pozytywnego odbioru, ponieważ wiąże się to z dosyć trudnymi tematami, między innymi cierpieniem. Główny zarzut wobec takiej twórczości to duża ilość smutku i refleksji, która nie jest taka łatwa do przyswojenia. Dzisiaj chcemy wycisnąć z życia tyle, ile się da - tylko i wyłącznie dla własnego, lekko egoistycznego szczęścia. Stąd też tak wiele utworów o lekkim sposobie bycia pod hasłami YOLO, SWAG, itd, zyskuje znacznie większą popularność, jak i pozytywny odbiór wśród słuchaczy. Tak więc można dojść do wniosku, że refleksja nad szeroko pojętym cierpieniem w życiu (które zawsze jest wokół nas, kwestia, czy je chcemy widzieć - nie oszukujmy się), która najczęściej obfituje w smutek i chwilę zatrzymania tego (czasem nawet wulgarnego) pędu życia, jest po prostu... niemodna.

Na tę chwilę już wiemy, że taka osoba miała by marne szanse przebicia się do większego grona odbiorców. A dodajmy jeszcze do tego coś równie kontrowersyjnego niczym polityka - religię. Totalna katastrofa. Jeszcze żeby wsadzać w swoją twórczość naukę kościoła, która obecnie jest tak mocno hejtowana. A jednak Medium podjął się takiego czynu i zmieniając pseudonim na Tau, a także swoje poglądy i przyjmując krzyż na swoje barki wraz z silną wiarą w Jezusa Chrystusa, nie zmienił jednak swoich działań i rapuje dalej. Stąd też mamy już trzeci krążek tego artysty - "ON".

Jest mi ciężko rozpisać się o warstwie lirycznej, która niesie wiele przekazu (ważny element rapu), z wiadomych przyczyn. Jeśli jestem osobą wierzącą, czyli moje poglądy są choć trochę zbliżone do tych, które autor wplata za pomocą słów pomiędzy genialne produkcje (o których zaraz), to wiadomo, że "dam propsa". Natomiast jeżeli jestem osobą niewierzącą, czyli moje myślenie kompletnie odrzuca wszelką religię - tu głównie chrześcijańską - to wiadomo, że "będę hejtował". Postaram się przybliżyć Wam ten projekt jak najbardziej obiektywnie, nie wtrącając tu przede wszystkim własnego patrzenia na świat.

No to może przejdźmy do czegoś łatwiejszego - produkcje. Najliczniejsze na tym albumie produkcje SoSpecial, które dają wiele cloudowego klimatu (który jak najbardziej pasuje do takiej tematyki), pokazują, że Tau ma ucho do bitów, choć jego autorskie produkcje często są niezbyt porywające. Ale to jednak produkcja Gibbs'a plasuje się u mnie na pierwszym miejscu. Mowa o utworze kończącym tę płytę - "ON". Całość jest spójna, utrzymująca nas w tym klimacie wolniejszym niż typowe, codzienne bangery. Widać ten wkład włożonej pracy, a także wyjęte wnioski po poprzednim albumie, gdyż na "Restauratorze" tak ogromna różnorodność stylistyczna była kompletną odwrotnością niż na obecnym krążku, co moim zdaniem nie było najlepszym pomysłem.

To jest śmieszne, ale Tau posiada nienaganną technikę, która przerasta poziomiem wielu innych mainstreamowych raperów. Oczywiście zestawiając słowo "technika" z ksywą Piotrka, mamy od razu w głowie utwór "Łowca" z albumu duetu producenckiego White House Records. Ale na osobitym projekcie Tau mamy także wiele gier słownych i wielokrotnych rymów, które to świetnie łączy z poważniejszą tematyką, często mocno refleksyjną. Pierwszym przykładem może być utwór otwierający materiał - "Last Minute". Resztę oceńcie sami, gdyż każdy kawałek można osobiście inaczej zinterpretować.

Monotematyczność. Pierwszy zarzut wobec Piotrka. Przyznam szczerze, że cięzko jej uniknąć przy takiej tematyce. Kolejny to zbyt duży nacisk na umoralnianie. Tau na siłę chce nam pokazać jak mamy żyć. I może wierząca osoba to przyjmie z pokorą, ale na przykład ateista będzie mocno oburzony takim przesłaniem. Nie wiem gdzie jest złoty środek na te dwa zarzuty, ale przykładowo Anatom nie narzuca Boga aż tak mocno w swojej twórczości, bardziej przedstawia swoją sytuację, najczęściej te z przeszłośći, i pokazuje nam swoje błędy. A kwestię wyciągnięcia z tego wartości religijnych pozostawia nam samym.

Na podsumowaniu mamy kolejną sporną kwestię. Ogólnie rzecz biorąc recenzja ma na celu zachęcić do zakupu płyty, ale tutaj też powstaje wiele kontrowersji. Ze względu na to, że Tau jest wierzący, to według wielu odbiorców nie powinien on generować jakiegokolwiek zysku, gdyż "sprzedaje Boga", tak samo jest z koncertami. Więc kwestie zakupu tej płyty (nie, nie jest ta recenzja sponsorowana przez Bozon Records) pozostawiam Tobie.

Osobiście uważam, że warto zakupić ten materiał, jeżeli przypadł Ci on do gustu. Dlaczego? Gdyż nie zawsze dostajesz podwójny album w cenie pojedynczego (prawie 30 kawałków, a jeżeli zamówiłeś preorder dużo wcześniej to dostałeś jeszcze trzecią płytę "Neofita" Augustyna). Gdyż skoro nawet nie zgadzam się z poglądami przedstawianymi na płycie, to jednak szacunek w postaci zakupionego albumu należy oddać (tak jak każdemu innemu raperowi). Gdyż skoro Tau tworzy i przy tym czyni dobro dla wielu ludzi, to czemu by nie wesprzeć jego ruchów (każdy chce otrzymywać dobro, dajmy i jemu w postaci kilku złotych). Gdyż jest po prostu artystą jak każdy inny raper, który może bardzo mocno kontrastuje z wartościami Piotrka, ale zawód to zawód, praca to praca, dajmy zarobić. Taka ludzka sprawiedliwość.

Odsłuch:

#TAGI

#Tau
Przeczytaj więcej artykułów